Poznajmy się

Zobacz kim jesteśmy i co jest naszą pasją

O nas

21 Sierpień 2007r.

O górach marzyliśmy od dziecka, wewnętrzny niepokój i potrzeba przebywania w górskim krajobrazie od dawna nie dawały nam spokoju, nawet wtedy, kiedy wydawać by się mogło, że zapuściliśmy na dobre korzenie, budując swój wymarzony dom na obrzeżach Gdańska. Siadaliśmy tam z kawą na tarasie, spoglądaliśmy na urokliwy pobliski las i zastanawialiśmy się nad tym, w jaki sposób przenieść góry nad morze. Niestety, okazało się, że łatwiej Mahometowi dotrzeć do gór, niż górom do Mahometa. I tak trochę z żalem, ale i radosną nadzieją wyciągnęliśmy nasze korzenie i przenieśliśmy je do Zakopanego, mając w planie budowę osady górskiej na Polanie Lichajówki. Doglądając projektu i pozwolenia na budowę mogliśmy w pełni zaspokajać pragnienia górskich wędrówek i zwiedzać okolicę po obu stronach Tatr. Był to dla nas okres spokoju i radości, a jednocześnie przygotowanie do burzy budowlanej, która właśnie nadciągała.

Wydawało się, że stawianie domu przyjdzie nam tym łatwiej, że mieliśmy za sobą pewne doświadczenia z Gdańska. Ale nic bardziej mylnego, dom drewniany rządzi się zupełnie innymi prawami niż murowany. Na dodatek rozpoczęliśmy budowę w okresie exodusu fachowców zagranicę, co w pełni zrozumie ktoś, kto osobiście to przechodził. O tym, że Podhale leży na końcu świata dowiedzieliśmy się powracając z kolejnych eskapad w poszukiwaniu wyposażenia. Jak wszystkie odległe, górskie regiony, tak też i Podhale ma swoją specyfikę. Obchodzone tu liczne święta kościelne oraz wszelkie prace wokół, domostwa, tzw. gazdówki uczyły nas cierpliwości i pokory oraz odmiennego rozumienia “punktualności”.

czytaj więcej

Legenda

Sierpniowy tatrzański wieczór 1968 roku. Zabłądziliśmy, schodząc w oparach mgły z Rakonia. Przedzierając się przez bagienne torfowiska, poczuliśmy ostry zapach skoszonych łąk i szczypiącego dymu. Ulżyło nam na myśl o bliskości osady. Zaczynało już szarzeć, kiedy zorientowaliśmy się, że zamiast zejść na polską, zaszliśmy na słowacką stronę Tatr. Nie było więc szansy na powrót do domu. Rodzice postanowili poprosić Słowaków o nocleg i wczesnym rankiem wrócić do siebie na polską stronę.

W pobliżu drewnianych chałup zobaczyłem gromadkę bawiących się w strumieniu dzieci. Puszczały w wodzie jakieś dziwne łódeczki. Podbiegłem do nich zaciekawiony. Jakież było moje zdziwienie, kiedy ujrzałem stworki z uszami zrobione z kawałka kory. Dzieciaki wołały na nie jakoś tak: „tigolka” czy „tugolka”. Były to ni to smoki, ni jaszczurki. Bezskutecznie próbowałem nawiązać rozmowę, aby dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Jedna z dziewczynek, widząc moją bezradność, podarowała mi taką figurkę. Miała długi ogon, wielkie uszy i posmarowana była lepką mazią.

W tym czasie moi rodzice uzgodnili sprawę noclegu. Byliśmy bardzo wdzięczni Słowakom za ich życzliwość i gościnność. Wkrótce siedzieliśmy wszyscy przy ognisku, ciesząc się wspólną kolacją.

czytaj więcej