Wydawało się, że stawianie domu przyjdzie nam tym łatwiej, że mieliśmy za sobą pewne doświadczenia z Gdańska. Ale nic bardziej mylnego, dom drewniany rządzi się zupełnie innymi prawami niż murowany. Na dodatek rozpoczęliśmy budowę w okresie exodusu fachowców zagranicę, co w pełni zrozumie ktoś, kto osobiście to przechodził. O tym, że Podhale leży na końcu świata dowiedzieliśmy się powracając z kolejnych eskapad w poszukiwaniu wyposażenia. Jak wszystkie odległe, górskie regiony, tak też i Podhale ma swoją specyfikę. Obchodzone tu liczne święta kościelne oraz wszelkie prace wokół, domostwa, tzw. gazdówki uczyły nas cierpliwości i pokory oraz odmiennego rozumienia "punktualności".
Ale dopięliśmy swego, zbudowaliśmy dom położony w tak pięknej okolicy, że nie musimy jej zachwalać. Postawiliśmy go z myślą o tych, którzy ciężko pracując, poszukują wytchnienia w miejscu, które mogliby z łatwością nazwać swoim domem i w którym my sami pragnęlibyśmy wypoczywać. Przez całe sześć lat od momentu podjęcia decyzji o przeprowadzce, aż do chwili obecnej towarzyszyła nam myśl, która stała się dla nas drogowskazem. Chcieliśmy, aby pogoda była jedynie dodatkiem do klimatów, które ukryjemy między stuletnimi świerkowymi balami naszego domu.
Jesteśmy dumni z tego co osiągnęliśmy, w przeszłości nie myśleliśmy w kategoriach urzeczywistniania marzeń, ale warto było przeskoczyć pewien próg wyobraźni, aby sięgnąć po prawdziwą życiową przygodę i mieć z niej pełną satysfakcję . Tego samego chcielibyśmy nauczyć nasze dzieci Zuzię i Michała. Jeśli marzenia są wystarczająco mocne to wszystko może się zdarzyć.
Wszystkim naszym gościom życzymy, aby w naszym domu nabrali sił do zmagania się z niełatwą rzeczywistością.